Warning: opendir(/home2/dealer/main/pkg/gobi/web/wyprawy/html/images/stories/006_wycieczka_GAZ1) [function.opendir]: failed to open dir: No such file or directory in /home2/dealer/main/pkg/gobi/web/wyprawy/html/mambots/content/plugin_jw_sig.php on line 46
Testujemy GAZ'a 66 w terenie - pierwszy dzień wypadu w góry - niedziela, 31 sierpnia 2008
Dość siedzenia w mieście i załatwiania spraw. Pani księgowa z Pałacu Techników wciąż szpera w papierach, nasza obecność niczego nie przyspieszy w jej poszukiwaniach dyrektora odpowiedzialnego za zniknięcie Gobi1. Jedziemy przetestować GAZa, potencjalnego współuczestnika naszej wyprawy;)
Utknęliśmy w stepie. Kierowca naszego GAZa rozkłada ręce "benzin niet". Jak to niet, zatankowaliśmy 100 litrów a przejechaliśmy raptem 176 km! Coś tu nie gra. Kierowca odkręca kurek baku, pokazuje - bak świeci psutką, paliwa brak. Co jest grane, patrzymy na siebie, kierowca wygląda na tak samo zdezorientowanego jak my. Chyba cos nie gra z silnikiem. Na dworze leje, do najbliższej wioski ponoć 20 km....
Padają różne pomysły: od pójścia po paliwo do wioski, poprzez koczowanie aż "coś nadjedzie" (dodam, że nie utknęliśmy na autostradzie;) ), po opcję rozbicia się "na szosie" i czekania na lepsze jutro;)
(...)
Ten wpis powstaje w GAZie 66 skaczacym po stepie. PIsanie jest duzym wyzwaniem bo trafianie w przyciski klawiatury nie nalezy do najlatwiejszdych zadan zwazywszy na to, ze czasem trudno w ogole utrafic w laptopa;) Przed chwila, pomimo braku paliwa w baku udalo nam sie dokulac do chaty, gdzie mieszkancy uraczyli nas goraca sutecaj a gospodarz wraz z Essem pobiezyl traktorem do najblkizszej wioski po karnister benzyny. W oczekIWANIU NA nich zaciesnialismy wiezy z miejscowymi dziecmi. W ruch poszly aparaty, baloniki oraz drukarka HP, dzieki ktorej na miejscu zostaly pamiatkowe zdjecia. Zdjecia drukowane w srodku stepu w trybie blyskawicznym, prosto z karty sa znakomitym prezentem i podziekowaniem za goscine. Dzieciaki poczatkowo niesmiale, po kwadransie bawily sie znami w asyscie glosnego smiechu i wesołych pokrzykiwan "super", "brawo". Na dworze wciąż zimno, to już drugi dzień nieustającego deszczu. Chcemy zostac dzien w gorach a potem wracamy do UB - jesli ten gaz mialby z nami jechac na Gobi, musi zostac naprawiony. W przeciwnym wypadku zmuszeni bedziemy do znalezienia nowego srodka transportu... Szkoda bedze nam rozstawac sie z GAZem no ale mamy bardzo ograniczone srodki i nie stac nas na takie spalanie, jakie nam zaserwował (ponad 60 litrow na 100 km!!!). N 48,24341; E 108,48924
30 sierpnia 2008
Budzimy sie w pełnym słońcu, w przekonaniu, że rano będzie znów deszczowo, zaspaliśmy na poranne zdjęcia o wschodzie słońca. Przynajmniej wyspaliśmy sie po wczorajszej przeprawie. Miło jest wygrzać kości po tych paru dniach zimy. Okazuje się, że mamy pierwsze materialne straty w sprzęcie - podczas wyskoków na wybojach, zbił sie filtr UV w aparacie Xeni, pomimo tego, że aparat był w pokrowcu. Kierowca postanowił zreperować auto, diagnoza: "adin cylinder nie rabotajet". Pogrzebał w rozruszniku, poprzekładał świece, postukał w kilku miejscach i teraz mamy spalać dużo mniej. Sprawdzimy to, zatankowaliśmy znów do pełna. W trakcie zajęć naprawczo-technicznych nasz kierowca się rozgadał, okazało się, że z wykształcenia jest inżynierem, projektantem domów, niestety nie ma pracy więc dorabia jeżdżąc z turystami. Ma na imię Barda, ciągle się uśmiecha i potrafi naprawić zepsuty cylinder w GAZie. No i gra na gitarze!
W miejscu postoju ukrywamy skarb (www.geocaching.pl). Jest to mikro skrzynka (pojemnik po filmie foto, biały). Dla poszukiwaczy dokładne współrzędne skarbu: N 48,24427, E 108,48626. Dla pierwszej osoby, która znajdzie skarb, załączony jest w pudełku talon na gościnę w Sunway Guesthouse w Hatgal (jez. Hovsgol) u Essego:)
Nadjeżdżają pasterze, pytają nas, czy nie widzieliśmy koni, szukają ich od kilku godzin. Mówimy im, gdzie były wieczorem. Szybka kawa, herbata i jadą dalej. Światek z Irkiem postanawiają wyskoczyć na najbliższą górę, po 2 godzinach łączymy się przez walkie-talkie ze szczytem góry. Dwa wierzchołki zdobyte, dostały nawet polskie nazwy [zapraszamy do wysłuchania nagrania radiowego - wkrótce]. Czekamy na zdobywców, mija półtorej godziny i zza zakrętu pojawia się czterech jeźdźców na 2 konikach - to nasi złapali "konio-stopa";) Jeszcze kilka rundek konno po okolicy i ruszamy dalej. Przy okazji pragnę poinformować, iż siodła, na których jeździliśmy były drewnianymi konstrukcjami wyposażonymi tradycyjnie w wielkie metalowe ćwieki w miejscu przylegnia ud. Człowiek odczuwa dużą ulgę schodząc na ziemię po jeździe;) Teraz jazda drogami, które dróg nie przypominają, wizyta w kolejnych jurtach.
(...)
Jest już noc, kilka poprzednich godzin minęło nam na jeździe po wybojach, odwiedzanu gościnnych jurt i wygłupach w rzece. Teraz ognisko, walki zapaśnicze naszych panów oraz ziemniaki z popiołu. Dziękujemy Przyjaciołom za "okruch dobrych myśli z Polski" - sól z młynkiem ukryta w jednym z plecaków właśnie bardzo się przydaje. Rzeka szumi na bystrzach, w górze rozgwieżdżone niebo, niesamowicie przejrzyste powietrze potęguje wrażenie, że gwiezdny dywan jest na wyciągnięcie ręki. Droga mleczna jest tak gęsta jak śmietana. W oddali szczekają psy, pewnie niedaleko jest jakaś jurta. Jutro tam zajrzymy. gospodarze poczęstują nas kumysem (zjełczałe kobyle mleko), gorącą herbatą sutejcaj (mongolska herbata z mlekiem albo raczej mleko z herbatą i solą) i twardymi na kamień mlecznymi specjałami. Dobranoc.
p.s. W zapasach Irek zajął całkiem wysokie, drugie miejsce, zwyciężył Esse:)