Kości zostały rzucone. Szybki i udany etap - środa, 1 października 2008
Dzisiejszy etap był bardzo udany - wiatr 24-30 km/h, niezbyt silny, ale trochę emocji było.
W szczególności wtedy, kiedy znienacka wyłoniły się pod kołami głębokie sajry...
(wyschnięte koryta okresowych rzek). Za sterami byli wówczas Światek i Piotrek, ja robiłam za zwiadowcę w bocianim gnieździe na dachu gaza. Wyprzedzaliśmy żaglowozy o jakieś 500 m. Skarpa i koryto, na które natrafiliśmy były wyjątkowo niebezpieczne i ciągnęły się w poprzek naszej wytyczonej na oko trasy. Musieliśmy przetrawersować kilometr pośród rozlicznych kęp krzewów aż do najbliższego samochodowego traktu, gdzie pojawił się przejazd przez wąwóz. Na umówiony znak, żaglowozy dołączyły do bazy po naszych śladach. Już po ciemku dotarliśmy do jurty, którą Bajra za dnia wypatrzył przez lornetkę. Jak zwykle gościnni gospodarze uraczyli nas słoną herbatką sutejcaj, arulami i wódką z koziego mleka (o smaku rosołku). Rozegraliśmy też kilka partyjek w kości - Bajra wygrał ale jeszcze go ogramy. W kości gra się prawdziwymi kozimi paliczkami, a zasady przypominają miks gry w bierki i pokera ;) Dobranoc, Ania