Jeśli tędy pojedziemy, zostaniemy tam na zawsze (relacja z 18.X) - czwartek, 23 października
18 października
Od rana ruszamy na eksplorację okolicznych, podejrzanych glinianych kopców. Znajdujemy coś na kształt kwarcowych płytek lśniących w słońcu, uznajemy je za swoiste gobijskie róże pustyni. Xenia znajduje również mocno już sypiące się szczątki kamiennego stwora, widocznie paleontolodzy go jeszcze nie pojmali i spoczywa w spokoju.
Chorągiewki na wantach optymistycznie wskazują wschodni kierunek, ziemia tylko trochę grząska, ale może da radę. Przeciągamy żaglowozy przez najbliższą wydmę i żagle staw! Ruszają z mozołem nasze trójkołowce, wieje ledwo 3 w skali Beauforta, to za mało aby jechać po piachu. Kolor ziemi staje się ceglany, w okolicy mnożą się te dziwne, gliniano-piaskowcowe kopce. Kulamy się zatem parę godzin do czerwonoskałego pasma Khodoo Tsonj. Za chwilę pojawia się solanka - wyschnięte słone jezioro. Bajra wchodzi na pagórek - Darogi niet - obwieszcza. Przecież cały czas jechaliśmy bez drogi, to cóż to za nowina. - Jeśli tędy pojedziemy, zostaniemy tam na zawsze, tam piach, piach i piach, drogi niet - przekonuje nas dalej. Możemy jechać naokoło, tylko czy wystarczy benzyny. na poszukiwaniu drogi zeszło trochę czasu i paliwa. Wiemy, że u podnóży wydm jest tzw. gercamp - jurciany camping. Liczymy na to, że będą mieli do odsprzedania trochę benzyny, to nasz najbliższy i chwilowo priorytetowy cel podróży. Rozkładamy obóz, jutro pomyślimy co dalej. Obozujemy koło wyschniętej słonej rzeki. W niedalekiej bliskości pomarańczowieją w słońcu największe w tej okolicy wydmy, za nimi wyraźnie widoczny dziś szczyt Sevrei uul (2381 m. npm) pasma gór Sevrein ar Khooloi. Światek smakuje rzecznej soli, ale twierdzi, że jest mało słona - Taka mniej agresywna w stosunku do naszej, twierdzi. Woda w kociołku wrze, kończę, czas na kolację. Ania