W końcu są! Wydmy! Baśniowe, nieprawdopodobne (19,20 X) - czwartek, 23 października 2008
19 października, niedziela
Od poranka Piotrek ze Światkiem harcują po okolicznych wydmach i czerwonych piaskowcach. Xenia serwuje zupę mleczną z muesli (gdzie ona to zakamuflowała do tego czasu!). Nie mamy mleka, ale jego rolę spełnia kaszka w proszku dla Dzieci ;) Znów ubogo w wiatr, zaledwie delikatne powiewy, niedzielne takie. Żaglowozy stoją na skarpie, my w korycie suchej rzeki. Czekamy na wiatr. (.)
Ruszamy. Droga piaszczysta, częściowo wiedzie korytem słonej rzeki. Wszędzie sól i sól. Na myśl przychodzą słowa piosenki o tym, jak to nie ma wody na pustyni. W ustach też słony smak, tyle, że od potu. (.) W końcu są! Wydmy! Ogromne, prawdziwe, pustynne takie, przepisowe, książkowe, baśniowe, nieprawdopodobne. cudne. Khongoryn Els rozciąga się przed nami w całej swej okazałości. Patrzymy z góry jak urzeczeni. Zachodzi słońce, jutro może uda się do nich dojechać.
20 października
"Iść, ciągle iść, w stronę słońca." tak sobie śpiewam idąc w stronę pasma wydm. Podkreślam - idąc. Droga piękna, ubity żwirowy trakt, idealna. Tempo takie, że po drodze zbieramy cudne agaty, jest ich tu trochę. Ehhh... znów deficyt wiatru. Prosimy wszystkich, którzy to czytają o gwizdanie na wiatr - może wedle mongolskiego zwyczaju to pomoże. Idziemy zatem z żaglowozami zgodnie, rzec by się chciało ramię w ramię. Dziś przemierzamy razem raptem aż całe 2,5 km! ;) Wydmy cudne. Bajra mówi "eta nastojaszczaja krasota - nigdzie nie uwidisz takie miesta". Tego dnia słońce żegnamy wysoko, na piaskowych górach. Najwyższe z nich mają po ok. 200 m wysokości. Widok z góry hipnotyzuje, aż się nie chce wyciągać aparatu. To będzie dobra noc, dobranoc. ania